Jeszcze więcej o partycypacji – przypisy do spotkania

By  | 25/01/2012 | Filed under: polemika, wszystkie

Ciekawa dyskusja, która wywiązała się w czasie wtorkowego spotkania poświęconego muzeum partycypacyjnemu zasłużyła sobie na osobną notkę. Przede wszystkim dlatego, że pytania, które podczas niej padły i problemy, które znalazły się w centrum dyskusji – poza tymi, które dotyczyły ściśle lokalnego krakowskiego kontekstu – wydają się grupować wokół kilku istotnych kwestii. Do tych samych zagadnień odwoływano się na tegorocznym spotkaniu ICOM COMCOL poświęconemu strategiom partycypacyjnym (Berlin, listopad 2011) oraz na konferencji DISH 2011 w Rotterdamie, która właściwie w całości poświęcona była partycypacji w instytucjach dedykowanych dziedzictwu. Kwestie te powracają zapewne także przy okazji wielu innych spotkań i dyskusji na ten temat. Wydaje się, że koncentrują się one wokół 3 zasadniczych problemów: kwestii kolekcjonowania/gromadzenia, kwestii autorytetu i kontroli oraz problemu definiowania zakresu partycypacji, a tym samym roli wspólnoty i instytucji. Przenikliwie zanalizował je Peter van Mensch podczas swojego przemówienia podsumowującego berlińską konferencję (tłumaczenie znaleźć można tutaj), ale wydaje się, że warto zastanowić się nad nimi raz jeszcze.

Ważnym pytaniem, które pojawia się właściwie za każdym razem, gdy mowa o projektach partycypacyjnych, jest problem kontroli przyrostu materiału, jaki taki projekt może wygenerować. Sprowadza się to do pytania: czy muzeum lub instytucja prowadząca taki projekt musi gromadzić wszystko, co ludzie ofiarują na potrzeby takiego projektu (a mogą być to nie tylko obiekty, czy reprezentacje cyfrowe, ale także historie, itp.), a jeśli tak, czy nie oznacza to, że w efekcie zostanie zalana masą materiału, w którym nie sposób będzie odróżnić, co jest wartościowe i zasługuje na zatrzymanie, a co nie? Wiąże się to także z innym istotnym zagadnieniem, które van Mensch nazywa „fazą inkubacji”, a które streścić można w pytaniu: jaki okres czasu musiałby upłynąć, abyśmy mogli ocenić, czy zgromadzony w ten sposób materiał potwierdził swoją historyczną wartość i ważność? Odpowiedź na pierwsze pytanie jest nieco łatwiejsza: muzeum nie musi gromadzić wszystkiego! Przede wszystkim, dobrze zaprojektowana platforma partycypacyjna wymaga, by instytucja sama najpierw odpowiedziała sobie na pytanie, czego właściwie oczekuje od społeczności, do której się zwraca? Nie zawsze projekt partycypacyjny musi wiązać się z wezwaniem do ofiarowania materiałów, obiektów, zdjęć lub opowieści. Równie dobrze może on być wezwaniem do podzielenia się swoją opinią/wiedzą/kompetencjami (wiele przykładów tego typu projektów znajdujemy w książce Niny Simon). Kluczowy wydaje się w tym wypadku charakter samej instytucji, jej profil, misja, procedury. Warto przy tym pamiętać, że dobry i efektywny projekt partycypacyjny ma odpowiadać zarówno na potrzeby społeczności, jak i instytucji i powinien stanowić punkt spotkania jednych i drugich wokół wspólnego celu/interesu. Tak więc w wypadku muzeum o obszernej kolekcji, społeczność może okazać się pomocna w operowaniu tymi zbiorami, jeśli np. zaangażuje się ją do tagowania lub geotagowania, tak, jak miało to miejsce we wspomnianych przez nas wczoraj przykładach. Będzie to zarówno odpowiedź na potrzeby instytucji, ponieważ efektem będzie łatwiejsze przeszukiwanie kolekcji, jak i społeczności, która zyska ułatwiony i większy dostęp do zbiorów.

Jeśli jednak muzea decydują się na włączenie do swojej kolekcji obiektów zgromadzonych podczas projektu partycypacyjnego, pojawia się wspomniane już pytanie o fazę inkubacji. Wydaje się, ze nie ma jednej dobrej odpowiedzi na pytanie: jak długo należałoby poczekać? Częściowo uzależnione jest to od samej instytucji i tego, w jaki sposób zarządza ona swoimi zbiorami i w jaki sposób je rozbudowuje. Jednak często – zwłaszcza w projektach dedykowanych dokumentowaniu teraźniejszości i życia codziennego – po prostu nie ma żadnej recepty. Zwyczajnie nie wiadomo, co okaże się kluczowe i wyjątkowe z perspektywy czasu. Jednak, jak słusznie zauważa van Mensch, akcent położyć można gdzie indziej: Możemy czekać lata, możemy czekać wieki, ale ostatecznie zawsze pozostaje pytanie o to, kto decyduje: kto decyduje, czym jest dziedzictwo i jak dziedzictwo może, powinno i będzie używane. Być może w tym miejscu także otwiera się pole dla partycypacji?

Tutaj dochodzimy jednak do drugiego z wymienionych zagadnień: problemu autorytetu i kontroli. Otwarcie się na partycypację w procesach decyzyjnych, które dotąd zarezerwowane były dla „ekspertów” wymaga oddania znaczącej części swojego autorytetu i zrezygnowania z całkowitej kontroli nad tym procesem. Decyzja taka pociąga za sobą także zgodę na zaakceptowanie rezultatów tego otwarcia, jakkolwiek mogą się one okazać zaskakujące. Wszystkim tym, których argumentem na „nie” jest wizja rzekomego chaosu i anarchii, którą otwarcie takie nieuchronnie musi spowodować, należy przypomnieć, że skuteczny projekt partycypacyjny to taki, który został solidnie przemyślany i dobrze zaprojektowany. Nie oznacza to więc, że oto instytucja odstąpić ma od funkcji, które przynależą jej od lat, ale że może znaleźć sposób, by włączyć nie-eksperckich użytkowników dziedzictwa w procesy decyzyjne dotyczące tego, co stanowi fragment ich przeszłości, element ich kultury, czy wreszcie, zwyczajnie ich dziedzictwo.

To zagadnienie odsyła do trzeciej wymienionej na wstępie kwestii: zakresu partycypacji oraz związanej z nią zmiany ról. Kim staje się kurator? Jak zmienia się rola i funkcja instytucji? Jaka jest rola społeczności i gdzie kończy się zakres jej kompetencji (jeśli się kończy)? I czy wszyscy zainteresowani są w stanie zaakceptować swoje role? W projektach partycypacyjnych instytucja, zamiast nadrzędnej instancji, staje się równoprawnym partnerem, kurator – moderatorem, czy – jak określiła go Angela Janelli podczas berlińskiej konferencji – kolekcjonerem perspektyw, doświadczeń i powiązań, społeczność zaś – podmiotem uprawnionym do decydowania o losach swojego dziedzictwa i biorącym czynny udział w kształtowaniu opowieści o własnej przeszłości.

Wszystko to, aby mogło się udać, wymaga ogromnej dozy wzajemnego zaufania: zaufania ludzi do instytucji i instytucji do otaczającej ją społeczności, dla której została powołana i której powinna służyć. 

Tags:

2 Responses to Jeszcze więcej o partycypacji – przypisy do spotkania

  1. Rumcajs 19/03/2012 at 10:33 PM

    Myślę, że taką formułę muzeum mogłyby realizować tylko niektóre muzea, które kierują swoją ofertę do określonego gościa (a może właśnie nieokreślonego?) Rodzi się wiele pytań – czy taka wystawa byłaby cenna z naukowego punktu widzenia np. dla historyków sztuki badających sztukę dawną? Szczerze wątpię. Zachwyciłaby może etnologów, badaczy kultury masowej, może nawet współczesnej, ale do nauki rozumianej w tradycyjny sposób wniosłaby prawdopodobnie niewiele.

  2. Aleksandra Janus 20/03/2012 at 6:54 AM

    Naszym zdaniem formuła muzeum partycypacyjnego może być realizowana przez bardzo różne muzea, ważne jednak, by – jak napisałam powyżej – odpowiadała ona profilowi, misji i potrzebom danej instytucji. Projekt partycypacyjny nie musi wiązać się z wezwaniem do ofiarowania materiałów (takie formy, oczywiście, są najcenniejsze dla muzeów życia codziennego, muzeów poświęconych historii lokalnej miasta lub regionu, muzeów etnograficznych, etc.), może polegać na zupełnie innych formach włączania społeczności w działalność muzeum. Podczas konferencji DISH 2011 w Rotterdamie zaprezentowano kilka udanych projektów partycypacyjnych wdrożonych w instytucjach dedykowanych sztuce i to wcale nie współczesnej (min. projekt Christchurch Art Gallery z Nowej Zelandii, który dostarczył ważnych danych dla historyków sztuki). Ponadto, sama autorka tej koncepcji na codzień pracuje jako dyrektor Museum of Art & History w Santa Cruz. Dobrze zaprojektowana platforma partycypacyjna, jak wspomniałam w poście, powinna odpowiadać potrzebom instytucji, a jej efekty powinny być wartościowe z punktu widzenia tej instytucji. Sądzę, że takie projekty mogą przynosić wartościowe efekty w każdym typie muzeów – kluczowe jest to, aby zostały dostosowane do charakteru i potrzeb danej placowki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *