Kto nam da gwarancję, że nie zasypią nas śmieci? Czyli co się dzieje, gdy “eksperta” nie ma na posterunku.

By  | 15/03/2012 | Filed under: wszystkie

Po naszej dzisiejszej prezentacji na konferencji “Ruszamy w miasto! Socjologiczne aspekty miast”, (14-15.02.2012, Uniwersytet Opolski) wywiązała się dobrze znana dyskusja na temat tego, co grozi muzeum, które decyduje się na umożliwienie użytkownikom dodawania własnych treści. Otóż, popularna odpowiedź jest taka, że nieuchronnie poniesie ono klęskę, gdyż “wartościowe” treści opracowane i sprawdzone przez “ekspertów” zostaną zalane falą nieprawdziwych, błędnych, wybrakowanych i mało znaczących informacji. Brak zaufania do użytkowników wspiera się na solidnym przekonaniu, że po pierwsze, niewielu z nich ma coś wartościowego do powiedzenia, po drugie, znaczna większość z nich, gdy tylko odda się im głos, natychmiast wykorzysta tę okazję do tego, by generować treści wulgarne bądź zwyczajnie zmyślać. Osoba, która tym razem zadała to nieustannie powracające pytanie, odwołała się do przykłada polskiej Wikipedii, która rzekomo zeszła na psy, za co winę ponoszą niekompetentni i wykazujący się złą wolą polscy wikipedyści. Bardzo trudno było nam odnieść się do tego przykładu, ponieważ zupełnie nic nam nie wiadomo na temat dramatycznej kondycji polskiej Wikipedii. Natomiast podczas grudniowej konferencji DISH w Rotterdamie, Maarten Dammers, podsumowując projekt „WIKI Loves Monumets„, zaprezentował ranking aktywności wg którego 480 członków polskiej społeczności wikipedystów „przesłało łącznie do Wikimedia Commons ponad 16 700 fotografii polskich zabytków, zajmując tym samym 3. miejsce w Europie (po uczestnikach z Niemiec i Francji)” (źródło: Podsumowanie projektu „Wiki Lubi Zabytki”). Czy to oznacza, że każdy z nas, patrząc na tę samą Wikipedię, widzi to, co chce widzieć i traktuje to jako argument na poparcie swojej tezy? Na podstawie ilu niekompetentnych i źle przygotowanych artykułów można orzec, że projekt poniósł klęskę?

Nie twierdzimy, że stwarzając użytkownikom możliwość dodawania treści, mamy gwarancję, że nikt nie wykorzysta tej okazji do tego, by zamieścić nieprawdziwe lub obraźliwe komentarze. Pytanie brzmi jednak, jaka będzie proporcja tzw. “wartościowych” informacji do tych “niewartościowych”, czy “niewłaściwych”? Oraz kto i na jakiej podstawie ma to rozsądzać? Oczywiście, zgadzamy się co do tego, że moderacja może być potrzebna, aby usunąć ewentualne wulgarne i obraźliwe treści. Nie zgadzamy się jednak w kwestii wykraczającej ponad to kontroli i nadzoru. Na podstawie jakich komepetencji miałby zostać wyłoniony “ekspert”, który decydowałby o tym, co jest “wartościowym” a co “bezwartościowym” wkładem? I kto miałby go namaścić?

Co interesujące, osoba, która toczyła z nami tę dyskusję, znacznie mniej niż ewentualnych obraźliwych treści, obawiała się treści “fałszywych”. Bez odpowiedniej kontroli, jak twierdziła, ryzykujemy, że ktoś podzieli się z nami fikcyjną historią – na przykład “nazmyśla”, że jego dziadek chodził do tej szkoły, dorastał w tej okolicy lub brał udział w budowie tego mostu. I co wtedy? Cóż, jeśli będzie to dobrze opowiedziana historia, tym chętniej w nią uwierzę.

 

Nikt nie zagwarantuje nam, że użytkownicy generować będą same wartościowe treści. Jest jednak wielce prawdopodobne, że część z nich owszem, a to chyba wystarczający powód, by zaufać i dać im szansę.

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *